Herbata po tybetańsku
Żaden składnik diety nie jest chyba tak ważny dla Tybetańczyków jak herbata. Czasami mają nawet problemy przez to, że piją jej zbyt dużo. Ale jak tu nie pić tego wspaniałego, orzeźwiającego, a zarazem sycącego napoju. Zwłaszcza gdy dodatkowo zaprawi się herbatkę tłustym masełkiem z jaczego mleka. No tak, Tybetańczycy uwielbiają taki przysmak. Ale trudno im się dziwić w surowym, chłodnym klimacie wyżyny tybetańskiej trzeba mieć coś co nasyci i rozgrzeje. Jest poza tym niewiele warzyw, mięso głównie suszone, a więc herbata z masłem to doskonałe uzupełnienie dla diety. Mieszkańcy Tybetu dodają też do herbaty mączki jęczmiennej. Ale i dla delikatnego smaku Europejczyka też coś się znajdzie – na przykład również lubiana i pita przez Tybetańczyków chińska herbata z jaśminem. Kuchnia tybetańska jest poza tym uboga, ale nie istniała by, gdyby nie herbata właśnie. Być może jest to paradoks, że walczący o autonomię Tybet jednocześnie jest tak całkowicie uzależniony od chińskiej herbaty. Jednak czasem tak drobne rzeczy potrafią całkowicie zmienić perspektywę z jakiej patrzymy na jakiś konflikt. W każdym razie, jeżeli wybierasz się do Tybetu przygotuj się na poczęstunek iście herbaciany.