Spośród krajów, do których podróżują turyści z Europy na pewno Tybetu nie wymienimy na pierwszym miejscu. Najbliższą „egzotyczną” wycieczką jest ta do Egiptu, Tunezji czy Turcji. Jednak w przypadku Tybetu samo zorganizowanie podróży jest pewnym problemem. Formalnie np. jedziemy wówczas do Chin, a Chiny są w ciągłym konflikcie z mieszkańcami Tybetu, więc trochę podejrzliwie patrzą na zapaleńców z Zachodu, którzy chcą ujrzeć klasztor w Lhasie. Nie jest to też najłatwiejsza podróż dla meteorolopatów – osób nie znoszących zmian klimatu czy pogody. A jednak turystyka w tym kierunku nie zamiera. Jest kilka powodów takiego stanu rzeczy. Pierwszy to reklama jaką już w latach 90-tych zrobiono Tybetowi. Powstało co najmniej kilka filmów na temat tego miejsca, jego najnowszej historii. Z pewnością największym hitem było „7 lat w Tybecie”, dzięki któremu mogliśmy spojrzeć na ten kraj oczami Europejczyka. Inna sprawa to nagłaśniający się problem walki Tybetańczyków z Chińczykami i losów rządu tybetańskiego na uchodźctwie. Jest to wreszcie miejsce pielgrzymek wyznawców buddyzmu z całego świata, których pojawia się coraz więcej, także w krajach zachodnich.